Do Maroka długa droga
Sama nazwa „Marakesz” ma w sobie tak duży pocisk, nabój (czy jak to nazwać) orientu, że już kręci mi się w głowie.
Sama nazwa „Marakesz” ma w sobie tak duży pocisk, nabój (czy jak to nazwać) orientu, że już kręci mi się w głowie.
Jeszcze kilka tygodni temu spokojnie śmigałam po ulicach Opola. Spokojnie, bo miałam świadomość, że wszędzie (prędzej czy później) dam radę wjechać. A teraz…
O tym, że rodzice dziecka chodzącego do szkoły zawsze muszą być przygotowani, na niespodzianki w stylu „Na jutro potrzebuję dziesięć pudełek po margarynie”, już pisałam. I co? I sama nie byłam przygotowana. Zaskoczyła mnie niespodzianka pisankowa. No cóż, za błędy się płaci. Zapłaciłam czapką, jedną skarpetą i starą rękawiczką.
Już nie policjant i policjantka, a funkcjonariusz policji, nie stewardesa, a opiekun lotu, nie Pan i Pani, a Ewka, Kaśka i Krzychu. W rubryce zawód wykonywane chyba będę musiała wpisywać „człowiek piszący teksty prasowe”, broń Boże, dziennikarka. Po prostych unijnych bananach przyszedł czas na zrównywanie płci.
Oglądałam ostatnio niesamowity film z pogranicza horroru i dramatu. Miejsce akcji – parking, rola pierwszoplanowa – kobieta za kierownicą, rola drugoplanowa – mężczyzna za kierownicą. Byłam wstrząśnięta, ale niezmnieszana.
To jedno z ulubionych powiedzeń mojej mamy. Teraz odkrywam jego rzeczywiste znaczenie – od dwóch tygodni żyję z ciągłymi zakwasami mięśni. I to wszystko na własne życzenie, ale trzeba bo przecież wiosna idzie, a po niej…
Pudelek, pomponik, lansik (portale plotkarskie – dla niewtajemniczonych) itp. rozpoczęły kolejne kamieniowanie. Tym razem pod pręgierzem stanęła Martyna Wojciechowska. Za co? Ano za to, że ośmieliła się zostawić w Polsce dziecko i wyruszyć w świat. Zła matka – krzyczą tytuły bulwarówek. Jasne – powinna siedzieć kołkiem w domu i prać pieluchy (tetra jest zdrowsza od pampersa).
Co by nie mówić, my kobiety kochamy komplementy. Fakt, że czasami nie wiemy jak się zachować, kiedy ktoś, coś miłego w naszym kierunku rzuci, ale lubimy to. I co zrobić, żeby komplementów było więcej? Chodzić do fryzjera tylko raz w roku. Sprawdziłam to na własnej skórze.
A dokładnie, to nie starych, a młodego. Młody pojechał na „białą szkołę”. Równo rok temu pisałam o rozterkach, które towarzyszyły mi wysyłając go po raz pierwszy na kilkudniowy pobyty poza domem bez opieki rodziny (mamy, taty, babć i ciotek). Teraz wysyłałam go po raz drugi, ale w emocjach nic się nie zmieniło. Znowu ogarnęła mnie panika.
Oni królowie nocy sprzed dziesięciu lat, stali bywalcy opolskich pubów opuszczający ich progi razem ze świtem, gwiazdy świecące na firmamencie kawalerskiego stanu, miłośnicy wolności, starego wina, młodych kobiet i szybkich samochodów, siedzieli wczoraj w mojej kuchni i przez dwie godziny rozmawiali o… dzieciach, po czym grzecznie rozeszli się do domów z okrzykiem na ustach „Michaś witaj wśród nas i zdrowie mamy”. Patrzcie jak czas zmienia ludzi, a może po prostu, po tych dziesięciu latach już nie muszą chojraczyć… Teraz kolej na ich synów.